Szlak kajakowy rzeki Liwy

Z Kwidzynopedia - encyklopedia e-kwidzyn
Rzeka Liwa na mapie

Spis treści

W poszukiwaniu źródeł

Gdyby zapytać statystycznego mieszkańca Kwidzyna o to, skąd wypływa rzeka Liwa, niewiele osób byłoby w stanie udzielić wyczerpującej odpowiedzi. Przeglądając jakże niewiele publikacji dotyczących rzeki nie udało się określić tego w sposób jednoznaczny. Dostępne dane dotyczące rzeki Liwy podają informacje niejednokrotnie sprzeczne. W tej to sytuacji nie pozostało nic innego jak zbadać sytuację na miejscu, i tak zrodził się pomysł opisu całego szlaku Liwy, niejako w sposób bezpośredni z kokpitu kajaka. W dostępnych materiałach najczęściej powtarzaną informacją o usytuowaniu źródeł jest małe jeziorko powyżej jeziora Piotrkowskiego Dużego zwanego Piotrkówką lub jeziorem Piotrkowskim Małym na terenie powiatu iławskiego, jednakże rzut oka na mapę nasuwa wiele wątpliwości co do rzetelności tej to informacji. Ciekawostką hydrograficzną jest to, że wody jeziora Piotrkówka bifurkują również w kierunku południowo wschodnim i poprzez bagna zasilają rzekę Osę. W hydrologii jednym z kryteriów określania odcinka źródłowego jest jego długość i zapewne tylko tym faktem sugerowali się autorzy danych o źródłach Liwy. Gdyby jednak przyjąć inny tok rozumowania i jako kryterium przyjąć wielkość cieku wodnego, to znaczy jego przepływ, szerokość koryta i wielkość doliny rzecznej to strugę dotychczas uważaną za odcinek źródłowy należałoby uznać tylko za dopływ Liwy. Sytuacja na miejscu potwierdza w zupełności teoretyczne rozważania. Niewielki strumyk przecinający drogę Januszewo - Siemiany na granicy lasu i wpadający do jeziora Januszewskiego nie zasługuje na większą uwagę z punktu widzenia szlaku kajakowego poza tym, że w jego górnym biegu zaaklimatyzowała się rodzina bobrów. Trudno byłoby uznać jednak ten ciek wodny za główny bieg Liwy, skoro w odległości ok. 2 km na północny wschód z jeziora Czerwica, będącego rezerwatem ornitologicznym kormoranów i czapli siwej wypływa bezimienna rzeczka o znacznej szerokości i zauważalnym przepływie, również wpadająca do jeziora Januszewskiego. Stojąc na mostku po którym przebiega zielony szlak turystyczny nie można mieć żadnych wątpliwości, iż właśnie w tym miejscu należy szukać głównego biegu rzeki.

Będzie to niewątpliwie wymagało przeprowadzenia wielu badań, ale w końcu zlikwidowałoby pewną dowolność w podawaniu danych dotyczących rzeki tak ściśle związanej z naszym miastem.

Trzymając się jednak, aktualnych ustaleń dotyczących kilometrażu rzeki bardzo wytrwali kajakarze mogą spróbować zwodować kajaki koło mostku na drodze Piotrkowo – Szwalewo pomiędzy jeziorami Piotrkowskim Małym i Dużym. Odcinek ten jest możliwy do pokonania jedynie wczesną wiosną podczas przyborów wody i wymaga znacznej determinacji. Dodatkową atrakcją jest znaczne zanieczyszczenie cieku żółtozielonym szlamem, będącym efektem działalności fermy drobiowej w Piotrkowie. Jednak dla koneserów pozostaje dodatkowy bonus w postaci bardzo dobrze widocznych, prawdopodobnie pierwszowojennych okopów zamykających przesmyk pomiędzy jeziorami. Szybko przepływamy zanieczyszczone szarozielone wody jeziora Piotrkowskiego Dużego. Na wprost wypływu znajduje się słabo zarysowany cypel i należy minąć go prawą burtą. Dość ciężko jest znaleźć w pasie trzcin wypływ Liwy z jeziora. Bardzo przydatny może okazać się odbiornik GPS z zaimplementowaną odpowiednią mapą lub dobre oko wypatrujące maleńkiej przerwy w pasie drzew na brzegu. Przebijamy się przez trzciny i wpływamy w las. Na tym odcinku rzeka przypomina naszą Cyganówkę w okolicach Strzelnicy. Jak już wcześniej była o tym mowa, istnieje możliwość spływu tylko po wiosennych roztopach. Po około czterech kilometrach lekko meandrującej rzeki, której szerokość niejednokrotnie nie przekracza szerokości kajaka, pokonaniu niezliczonej ilości zwalonych drzew i jednego przepustu pod drogą Januszewo – Siemiany , z niewysłowioną ulgą wpływamy na wody Jeziora Januszewskiego. Co prawda podczas spływu można zaobserwować znaczną aktywność bobrów, jednak żadne żeremie nie blokowało szlaku, co nie znaczy, że takowego nie napotkamy podczas spływu. Odcinek ten można potraktować tak naprawdę bardziej jako ciekawostkę kajakarską niż turystyczny szlak kajakowy. Niestety atrakcje nie rekompensują trudności, a nagrodą jest jedynie satysfakcja z pokonania nieznanych cieków wodnych.

Ze względu też na to, że odcinek ten wymaga tak naprawdę całego dnia, na Jeziorze Januszewskim zamiast dalej kontynuować spływ kierujemy się na wschód w kierunku Jeziora Czerwica i po wpłynięciu w bardzo dobrze widoczne ujście cieku pod prąd dopływamy do przepustu pod drogą. Jest to dobre miejsce do zapakowania jak i wodowania kajaków. Można też uznać to miejsce za kilometr zerowy turystycznego szlaku Liwy. (Niestety, dojazd wymaga ustaleń z leśniczym w Szwalewie :) ).

Kraina zatrzymanego czasu

Kontynuując cykl poznawania Liwy, pora zapoznać się z jej początkowym odcinkiem .W poprzedniej części ustaliliśmy początek turystycznego szlaku górnej Liwy przy wypływie z jeziora Czerwica (Tromnitz See) o pow. 45,70 ha, będącego rezerwatem ornitologicznym ze względu na występowanie na półwyspie tegoż jeziora koloni kormoranów i czapli siwej , która jest jedną z większych na naszym terenie. Charakterystyczne żółtozielone zabarwienie wody, oraz niesamowity jazgot kormoranów powoduje iż nie sposób pomylić tego jeziora z żadnym innym w okolicy. W zachodniej części jeziora znajduje się szeroki wypływ i bardzo powolnym nurtem rzeka płynie w kierunku jeziora Januszewskiego. Około 200 metrów od jeziora Czerwica rzekę przecina leśna droga, którą przebiega zielony szlak turystyczny i jest to najlepsze miejsce do wodowania kajaków. Aby tam dojechać, należy z publicznej drogi szutrowej Januszewo – Siemiany skręcić w lewo zgodnie z przebiegiem szlaku turystycznego. Po około trzystu metrach w dole zauważymy przesmyk pomiędzy jeziorami Januszewskim i Czerwicą.

Tak więc wodujemy kajaki i płynąc około 150 metrów z nurtem, przed nami rozpościera się szeroko rozlana przestrzeń jeziora Januszewskiego (Januschauer See, Annenhofen See) o pow.118,60 ha prawie w całości otoczonego lasami. W odległości ok. 0,5 km na północ od wschodniego krańca jeziora, w lesie znajduje się parów o swojskiej nazwie Ruska Dolina (Russengrund). Jezioro Januszewskie przedzielone półwyspem porośniętym grądem na dwie nierówne części, jest jednym z niewielu jezior w okolicy nad którym nie występują żadne ślady działalności człowieka. Zatrzymując kajak na środku jeziora, przychodzi refleksja, że dokładnie ten sam widok mógłby opisać rycerz zakonny ścigający niedobitki Prusów po bitwie nad Sirguną. Przemierzając jezioro ze wschodu na zachód na odcinku około3 kilometrow możemy podziwiać na wodzie rozległe łany osoki aloesowatej, rośliny niezbyt pospolitej w naszych wodach i należącej do zagadkowo brzmiącej rodziny żabiściekowatych. Kontynuując spływ kierujemy się na widoczny w oddali półwysep, przepływamy przez pas trzcin pomiędzy półwyspem a południowym brzegiem i jesteśmy na mniejszej części jeziora. Na jego północno-zachodnim krańcu znajduje się się niewidoczny wypływ Liwy.

Liwa nieznana

Wypływ Liwy z jeziora Januszewskiego lub jak podają niektóre przedwojenne publikacje jej początek znajduje się w trójkątnej zatoczce na zachodnim krańcu mniejszej części jeziora. Śmiało przedzieramy się przez trzciny by po 30 metrach znaleźć się w bystrym nurcie rzeki. Chwila odpoczynku po pierwszej przenosce nad zwalonym dębem pozwala przyjrzeć się rzece z perspektywy brzegu. Liwa nie przypomina w ogóle tej którą znamy z okolic Kwidzyna. Szeroko rozlana kieruje swój nurt prosto na północ i z każdym machnięciem wiosła staje się coraz szersza miejscami osiągając 30 metrów (!). Jest to spowodowane wpływem cofki jazu w Gostyczynie (Fabiankach). Czasami koryto przegradza pas trzcin i tataraku tak, że można mieć wrażenie,iż kajak jest pierwszą jednostką płynącą tym odcinkiem od zarania dziejów .Wiosłując wśród wspaniałego lasu bukowego na odcinku dwóch kilometrów nie można napotkać większych trudności. Obszar przez który przepływa Liwa znajduje się na terenie Iławskiego Parku Krajobrazowego, dlatego też nie jest dużym zaskoczeniem krążący nad naszymi głowami orzeł bielik, który z wyraźnym zainteresowaniem przygląda się dziwnemu zjawisku. Przepływając pod mostem, którym przebiega leśna droga stwierdzić można, że jest to pierwszy widoczny ślad działalności człowieka od mostku przy którym można zwodować kajak. W odległości paruset metrów poniżej mostku, do rzeki Liwy z prawej strony wpada 600 metrowy kanał łączący ją z urokliwym leśnym jeziorem Kawki (Kafken See) o powierzchni 33,33 ha. Jest to niepowtarzalna okazja rozprostowania nóg i odbycia małego spaceru nad to jezioro o krystalicznie czystej wodzie. Idąc wzdłuż kanału o ledwie zauważalnym przepływie zwraca uwagę znaczna mineralizacja związkami żelaza, przez co, dno kanału miejscami ma kolor czerwony. Powracając na szlak Liwy płyniemy jeszcze kawałek szerokim rozlewiskiem będącym efektem wspomnianego piętrzenia rzeki przez jaz. Mijamy łukowy ceglano – kamienny most na trasie Susz -Jerzwałd, a zaraz za nim drewniany mostek i po przepłynięciu jedenastu kilometrów od jeziora Czerwica kończymy przy jazie o bardzo ciekawej konstrukcji. Na zakończenie rzut oka na wspaniałą grupę pomnikowych dębów rosnących na prawo od rzeki. Jest to bardzo dogodne miejsce do wodowania jak zabierania kajaków.

Bagienna utopia (część I)

Jaz w Gostyczynie, zwanym też Fabiankami przebudowano prawdopodobnie w połowie lat trzydziestych dwudziestego wieku wychodząc z założenia, że będzie na nim zabudowana elektrownia wodna. Bardzo nowoczesne rozwiązanie, w którym nie zbudowano kanału młyńskiego tylko wewnątrz betonowego korpusu wykonano przelew oraz komorę turbiny. Podobną konstrukcją jest współczesny jaz w Nowym Młynie koło Prabut. Wody Liwy do jazu doprowadzono nasypem biegnącym około pięć metrów powyżej otaczającego terenu. Przebudowa jazu związana była ściśle z budową tak zwanego Christburg Stellung ale o tym w następnym odcinku. Od paru lat ponownie pracuje tu elektrownia wodna o mocy około 15 kilowatów. Uważny obserwator dostrzeże jednak ślady poprzedniego układu hydrograficznego, czyli ślady dawnego kanału młyńskiego co świadczy o istnieniu w tym miejscu młyna. Mały spacer za drogę łączącą leśniczówkę z drogą Susz – Jerzwałd potwierdza te przypuszczenia. Wśród olch można znaleźć gruz ceglany i ślady fundamentów. Wracamy na szlak Liwy. Bardzo istotnym jest aby ten odcinek rozpocząć stosunkowo wcześnie, ze względu na nieplanowane niespodzianki jakie mogą nas spotkać. Zaraz za jazem przenosimy kajaki przez małą bystrzynkę lub przy wyższym stanie wody śmiało nią spływamy. Przez kolejne kilkaset metrów Liwa przypomina tą jaką znamy z okolic Szadowa czy Leśnych Młynów. Przed nami prowizoryczny mostek zbudowany z różnej wielkości kręgów betonowych. Przepływamy największym z nich. Miejsce to zwano przed wojną Schwarzedamm (Czarna Tama) Zaraz za mostkiem znajduje się rozgałęzienie szlaku wodnego oraz..... tablica ”Rezerwat przyrody”. Znajdujemy się na terenie rezerwatu faunistycznego „Jezioro Gaudy” (pamiętajmy o uzyskaniu wcześniejszego pozwolenia na spływ u Wojewódzkiego Konserwatora Przyrody :) ).

Logika i mapy wskazywały by na to, aby płynąć prosto ciekiem opisanym jako Liwa lub Muhlegraben (Rów Młyński) prowadzącym wzdłuż zbocza otaczającego jezioro Gaudy od południa. Niestety jak przekonała się nie tak dawno pewna ekipa kajakarzy, rzeka zanika po kilkuset metrach i kontynuacja spływu w tym kierunku nie ma sensu. Tak więc, wbrew logice ostro skręcamy na wschód. Charakter lasu zmienia się diametralnie w stosunku do tego jaki znamy z naszych okolic. Otacza nas najbardziej klasyczny ols bagienny z wyspami drzew. Na wyspach tworzących przez pojedyncze drzewa można zaobserwować w podszycie kruszynę, kalinę czy czeremchę, a wokół szyi korzeniowej olch mnóstwo bluszczyku kurdybanka. Nurt coraz bardziej słabnie i pojawiają się odnogi w kierunku północnym.

Trzymamy się jednak zawsze odnogi o najsilniejszym nurcie i kierunku wschodnim. Ze względu na kilkumetrowe osady mułu woda nabiera koloru smoliścieczarnego i z każdym pociągnięciem wiosła z dna wydostają się bąble gazu błotnego o znanym i nieprzyjemnym zapachu. Wszystko to rekompensuje nam lekko zamglony, nawet w upalny dzień, krajobraz niczym z horroru czwartej kategorii. Wpływamy na małe rozlewisko, z którego z prawej strony widać wał grobli na kanale Jeziorak – Gaudy.

Podpływamy do grobli i robimy mały popas na jej koronie. Odcinek ten z Gostyczyna do grobli, wbrew ogólnie przyjętym mitom jest stosunkowo łatwy i dostępny dla średnio wprawionego kajakarza. Powyżej grobli rozpościera się niesamowity widok na staw Karpfenteich zwany Karpieńcem. Jest to przedostatnie miejsce ze względu na stosunkowo łatwy dojazd, w którym możemy dokonać decyzji o przerwaniu spływu lub biwakowaniu.

Wariant Jezioracki z Panem Samochodzikiem w tle

Stojąc nad brzegiem Karpieńca nie sposób nie zaobserwować, że poziom tego zbiornika musiał być kiedyś znacznie wyższy.Niemiecka mapa z połowy 1936 roku, co prawda pokazuje groblę, ale zasięg stawu na mapie przypomina obecny jego wygląd. Pamiętać należy jednak, że na mapę nie naniesiono zbudowanego później kanału Jeziorak – Gaudy. Grobla też nosi ślady przebudowy. Pierwotnie upust wody z Karpieńca znajdował się w południowej części tej prawie stumetrowej grobli o czym świadczą dziwne konstrukcje stalowo drewniane będące prawdopodobnie resztkami zastawki. Znając militarną proweniencję kanału nie należy być zaskoczonym wielkością tej konstrukcji.

Pora wrócić na szlak kajakowy. Z tego miejsca wbrew pozorom mamy możliwość wybrania dwóch wariantów trasy. Krótszy, około czterogodzinny do Jeziora Płaskiego, będącego częścią Jezioraka, wiążący się jednak z jedną długą przenoską i dłuższy tzw. kinetą do jeziora Gaudy i do Kamieńca. Jeżeli decydujemy się na wariant „jezioracki” to wodujemy kajaki przy współczesnej zastawce na grobli znajdującej się w jej północnej części, naprzeciw bobrowego żeremia. Lawirując wśród wysepek staramy się przemieszczać na wschód jednak bliżej południowego brzegu. Zależnie od poziomu wody w Karpieńcu w którymś momencie trzeba jednak dotrzeć do południowego brzegu (czasem lepiej to zrobić wcześniej niż potem taplać się po pas w błocie). Niestety, jest to najbardziej uciążliwy odcinek tego wariantu trasy. Przenoska wzdłuż niewielkiego cieku zasilającego Karpieniec w najmniej korzystnym wariancie ma około 400 metrów.

Jednak niewątpliwą premią za wysiłek, po wciągnięciu kajaków na kolejną groblę jest widok okolonego drzewami kanału, którym już bez wysiłku można dotrzeć do jeziora Płaskiego. Budowa tego kanału owiana jest wieloma tajemnicami i legendami o czym szerzej w następnym rozdziale. Kanał o szerokości 10-12 metrów posiada jeszcze miejscami umocnienia brzegowe w postaci palowania nadającego mu przekrój poprzeczny u-kształtny, typowy dla kanałów żeglugowych i parametrami odpowiada kanałowi elbląskiemu w jego części pomiędzy Miłomłynem i Jeziorakiem. Półtora kilometra rekreacyjnej żeglugi wśród liściastego lasu pozwala odpocząć po męczącej przenosce i pozwala zregenerować siły. Trasa prowadzi przez dwa urokliwe, śródleśne jeziorka Zdryńskie i Twaruczek. Następnie jeszcze kilometr kanału i po pokonaniu niewielkiego jazu pod mostem na drodze Susz- Jerzwałd przed kajakarzami rozpościera się usiana wyspami połać jeziora Płaskiego. Spływ można zakończyć pod wspomnianym wcześniej mostem, lub po wpłynięciu na jezioro udać się w prawo wzdłuż jego brzegu do wsi Jerzwałd na zakupy.

Warto wspomnieć, że w Jerzwałdzie mieszkał i tworzył Zbigniew Nienacki. Jego dom z czerwonej cegły znajduje się przy połączeniu jeziora z kanałem. Jest taka tradycja zapoczątkowana przez Alusię, towarzyszkę życia pisarza, że każdy, kto odwiedza jego grób na jerzwałdzkim cmentarzu pozostawia zwykły polny kamień na pamiątkę jego twórczości.