Szczepan Smarzych

Z Kwidzynopedia - encyklopedia e-kwidzyn

Ksiądz dr Szczepan Smarzych (1903 - 1982) - przedwojenny wykładowca w Wyższym Seminarium Duchownym w Łodzi. W czasie wojny był prawdopodobnie kapelanem Armii Krajowej w stopniu majora. Przyjechał do Kwidzyna już w kwietniu 1945 roku. Był pierwszym duchownym przybyłym do powojennego miasta. Po miesiącu starań razem z pierwszym burmistrzem Chmielewskim doprowadził do odzyskania od wojsk sowieckich kościoła parafialnego św. Trójcy, w którym odprawił pierwszą w powojennej historii miasta Mszę świętą. Uczestniczył we wszystkich większych wydarzeniach w okresie organizowania się miasta jak również w tych mało istotnych jak poświęcenie dworca kolejowego czy świetlicy w urzędzie pocztowym. Nauczał religii i j. łacińskiego w Liceum Ogólnokształcącym, które razem z późniejszym dyrektorem Edmundem Oszywą organizował. Był też katechetą w Liceum Mechanicznym. Jemu zawdzięczamy przybycie do Kwidzyna zakonu Sióstr Benedyktynek. Założył Dom Katolicki mieszczący się przy ul. 1 Maja nr 27. Był dyrektorem kwidzyńskiej filii organizacji dobroczynnej "Caritas" działającej w Kwidzynie od stycznia 1946 roku oraz przewodniczącym utworzonego 10 listopada 1945 roku Powiatowego Komitetu Opieki Społecznej niosącego pomoc najuboższym poprzez dożywianie i zaopatrywanie dzieci w mleko. Od marca 1947 roku opiekował się dwona katolickimi cmentarzami:cmentarzem przy ul. Grudziądzkiej i cmentarzem przy ul.Świerczewskiego.

Rok 1948 był rokiem, w którym po raz pierwszy władze świeckie zaatakowały ks. Smarzycha.

Przebywał w Kwidzynie 9 lat.

Wspomnienia

Odżyły we mnie wspomnienia

Odżyły wspomnienia z kwietnia 1946 roku, kiedy to transport w bydlęcych wagonach wygnańców z Wilna miał postój w Kwidzynie. Docelowo wyznaczony był Gdańsk, jednak z naszymi współtowarzyszami podróży postanowiliśmy pozostać w tym mieście. Być może wpływ na tę decyzję miała wielotygodniowa jazda w "komfortowych warunkach". (...) Nasz wyjazd z Wilna w głównej mierze podyktowany był tym, że zostaliśmy doszczętnie ograbieni przez rosyjską bandę, a przy tym o mało co nie został zastrzelony przez jednego z nich mój ojciec, bo nie chciał dopuścić, żeby się włamali do naszego domu, ale na prośbę mojej mamy otworzył im drzwi. Do Kwidzyna przyjechaliśmy dosłownie jak ostatni żebracy, w starych zniszczonych łachmanach ocalałych po tej grabieży. Wprowadziliśmy się do opuszczonego, zdewastowanego budynku bez okien i drzwi. Sytuacja była dramatyczna, więc moja mama udała się na plebanię, w której mieszkał ks. proboszcz Szczepan Smarzych, z prośbą o udzielenie nam pomocy. Ten ksiądz, wielki społecznik, niezwykle serdecznie się nami zaopiekował. W tamtym czasie zarządzał on Miejskim Oddziałem Opieki Społecznej, więc przyjął mego ojca do pracy w charakterze woźnego oraz przydzielił mieszkanie służbowe w budynku, gdzie działała opieka społeczna. (...)

Księdzu Smarzychowi zawdzięczam pomoc w umieszczeniu mnie, ucznia Gimnazjum Mechanicznego w Tczewie, na czas mojej nauki w tamtejszym domu dziecka.

Jerzy Mokracki, Bytom

Źródła