Dziennik podróży do Polski 1635 - 1636

Z Kwidzynopedia - encyklopedia e-kwidzyn
Okładka

Autorem tego diariusza jest Charles Ogier urodzony w 1595 roku w Paryżu, prawnik z wykształcenia, który znany był ze swej miłości do pisarstwa i książek. Talenty te zostały wykorzystane w 1634 roku, kiedy to powołano go do składu francuskiego poselstwa w roli drugiego sekretarza, z Klaudiuszem de Mesmes hrabią d’Avaux na czele, mającego za zadanie doprowadzenie do pokoju między Szwecją a Polską. Poselstwo to dotarło do Polski wiosną 1635 roku i po podpisaniu traktatu pokojowego w Sztumskiej Wsi przebywało na Pomorzu do czerwca 1636 roku. Autor w swym dzienniku opisywał wszystko co uznał za godne uwagi: krajobrazy, budowle, dzieła sztuki, kulturę i obyczaje społeczeństwa. Dzięki niemu znamy szczegóły spotkań i dyskusji, które doprowadziły do podpisania tego historycznego traktatu.

W środku lata 1635 roku gościliśmy tego dyplomatę na ziemi kwidzyńskiej.

Wybrane wpisy z Dziennika:


Prabuty, 7 lipca

Najdostojniejszy poseł wysłuchał mszy w podmiejskiej kapliczce, którą, chociaż Szwedzi wszystko spalili, ocalił pewien młynarz, wmawiając im, że należy ona do luteranów i prosząc, aby swoich oszczędzali. Wiele tam poseł rozdał jałmużny, zarówno na rzecz kościoła, jak i dla ubogich oraz proboszcza. O godzinie czwartej po południu dotarliśmy do Prabut, gdzie byli już pozostali mediatorzy. Dla mnie i de Meulesa wyznaczono, jak to już miało miejsce gdzie indziej, tę samą kwaterę.

Prabuty, 8 lipca

Ponieważ była niedziela, odprawiliśmy modły u najdostojniejszego posła, gdyż sprzęt liturgiczny pozostał w Malborku, a w Prabutach nie ma żadnych katolików. Ogarnął mnie tam lęk, czy nie rozbiera mnie jakaś poważna choroba. Kiedy bowiem gospodyni nasza, staruszka, posypała rano izbę naszą kwieciem i pachnącymi ziołami, czemu zresztą nigdy nie byłem niechętny, ogarnęło mą głowę tak wielkie odurzenie, że przez godzinę ciemno miałem w oczach....

Licze, 9 lipca

Wszyscy mediatorzy przybyli do dworu położonego między Prabutami a Kwidzynem; udali się tam także polscy komisarze... Po cztero- czy pięciokrotnej dyskusji wszyscy w końcu się rozeszli. Pożegnano Radziwiłła (Krzysztofa), który wracał na Litwę.

Prabuty, 10 lipca

O świcie przejechał przez Prabuty książę Radziwiłł z wielkim i długim taborem. Podążał do Inflant.

Prabuty, 12 lipca

Luteranie, bo tylko oni zamieszkują Prabuty, odprawili nabożeństwo w intencji zawarcia pokoju. Poszedłem do ich niemieckiego kościoła i wysłuchałem całkiem wymownego ich pastora.

Gardeja, 26 lipca

Wyruszyliśmy z Malborka, a na postój zatrzymaliśmy się w mieście Gardeja, całkowicie luterańskim, leżącym jedną lub dwie mile za Kwidzynem. Ale gdy o godzinie dziewiątej dotarliśmy z posłem na kwaterę, nadszedł jeszcze jeden z posłów brandenburskich i zajął posła aż do północy, a nawet dłużej. W tym czasie my, chcąc zabić nudę, śpiewaliśmy do nocy i gwiazd, wspólników naszego stróżowania.

Kwidzyn, 2 sierpnia

W dniu drugim sierpnia śniadanie jedliśmy w Kwidzynie. Naszego posła odwiedził książę Zygmunt, który przybył tu opuściwszy Prabuty. Jeszcze tego samego dnia złożył mu nasz poseł, na zamku, gdzie mieszka, rewizytę....

Czerwony Dwór, 14 września

...Następnie udaliśmy się do Kwidzyna, cieszącego się u nas złą sławą z powodu niewygodnych noclegów. Sypialiśmy tam bowiem na ziemi na garści słomy w trzy lub cztery razy większym brudzie niż w jakimkolwiek przytułku. Zresztą w takich warunkach sypialiśmy niemal przez cały czas naszego posłowania w Polsce.

Czerwony Dwór, 15 września

...Mnie w Polsce towarzyszyła zwykła moja dola, bo chociaż na skutek słabego zdrowia naszego sekretarza (De Noyers) spełniałem jego obowiązki i oddawałem się na wiele niebezpieczeństw, to nawet słowem podziękowania nikt mnie nie zaszczycił. Podobnie angielscy i holenderscy posłowie...Dla obu zaś sekretarzy, gorliwie się do wszystkiego przykładających, dla nich, z których aktów nie wymknęło się żadne, nawet przypadkowo wypowiedziane słowo, dla nich niczego nie uczyniono ani niczego nie ofiarowano. A jeżeli coś zarobiliśmy, to pewnie od tego ciągłego sypiania na ziemi podagrę na stare lata. Niech to licho porwie całą tę Sarmację wraz z Prusami!

________________________________________________________________________________________________

Proroczy był to wpis. Mimo że Dziennik ten, po powrocie do Paryża, spotkał się z uznaniem tych którzy go czytali, nie dane mu było wydać go drukiem. Przed ewentualnie zdobytą sławą i pieniędzmi za jego opublikowanie, powstrzymał go Klaudiusz de Mesmes hrabia d’Avaux, który nie życzył sobie ujawnienia szczegółów poselstwa do Polski przed upływem dwudziestu lat, bądź do jego śmierci. Brak pieniędzy i zgryzoty doprowadziły Autora do chorób. Żył nieziszczonymi marzeniami oddając się czytaniu swoich ulubionych książek. Po śmierci hrabiego d’Avaux pojawiła się nadzieja na wydanie diariusza. Niestety, kolejna choroba i śmierć plan ten pokrzyżowały. Umarł w Paryżu, w 1654 roku, w wieku 59 lat. Dwa lata później jego brat François wydał I część Dziennika. W całości „Dziennik podróży do Polski 1635 - 1636” ukazał się dopiero w XX wieku.


Spis treści:

  • Wstęp
  • Część I. Rok 1635
  • Część II. Rok 1636
  • Posłowie
  • Indeks osobowy
  • Indeks nazw geograficznych

Stron: 350

Przekład i opracowanie:

Zenon Gołaszewski

Projekt okładki:

Michał Szwaguliński

Na okładce wykorzystano drzeworyt sztorcowy "Szwedzi pod Gdańskiem" Roberta Assmusa z 1886 roku.

Książkę wydano przy współpracy z Towarzystwem Przyjaciół Gdańska

Wydanie I. Gdańsk 2010

ISBN 978-83-62129-01-0